Fot. Rzeźba ludowa - akordeonista.

ANDRZEJ SIEDLECKI

Być aktorem

START | USA | JAPONIA | AUSTRALIA | MOJE KSIĄŻKI | MOJE NAGRANIA | WCIELENIA RÓŻNE | ARTYKUŁY-WYWIADY | GALERIA ZDJĘĆ

POLSKA

Miałem szczęście! Ukończyłem w Warszawie Państwowe Liceum Techniki Teatralnej przy ulicy Miodowej. Liceum było na wysokim poziomie. Kiedy zdałem na Wydział Aktorski w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (dziś Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza) nie miałem żadnego problemu z teorią teatru, czy historią sztuki. Wiedziałem też wszystko, co się dzieje w teatrze od kulis. Po pięciu latach nauki otrzymałem maturę i zostałem perukarzem - charakteryzatorem.

Miniatura fotografii A.Siedleckiego

Niestety, do tej pory nie miałem czasu, by sobie zrobić tupecik, poza tym niektóre twierdzą, że łyse też piękne i znaczące (testosteron)!

Fot. Zajęcia z rzęźby w szkole teatralnej.

Nigdy w tym zawodzie nie pracowałem, aż tu w Sydney musiałem go sobie co nieco przypomnieć, tkając w Australian Opera japońską perukę. Liceum to skończył także Krzysio Kieślowski, który "wiedzę od kulis" odtworzył w filmie "Personel". Okazuje się, że wszystko w życiu może się przydać.

Zajęcia z rzeźby, w pracowni modelatorskiej. Krzysztof Kieślowski po prawej, z tyłu ja i Magda.

Fot. Andrzej Siedlecki w młodości.

A studia? Gdy wyjeżdżałem do Australii, spotkałem się z prorektorem Szkoły Teatralnej. Po latach byłem ciekawy, jak wypadł mój egzamin wstępny. Gawędząc o przeszłości prorektor wyjawił, że był świetny i otrzymałem drugą notę po Danielu Olbrychskim. Po tej informacji zrobiło mi się miło, bo Daniel zrobił niesłychaną karierę.

Fot. 1967 Fantazy

Przedstawienie dyplomowe "Fantazy" J.Słowackiego,
reż. Jan Kreczmar, Z. Zapasiewicz, A. Siedlecki (Major), 1967.

Z przedstawienia dyplomowego otrzymałem dobre recenzje i to na starcie było najważniejsze. Pisano: "Andrzej Siedlecki dokonał prawdziwie karkołomnego wyczynu, wcielając się w starego rubasznego Majora i każąc zapomnieć widzom o swej autentycznej młodości; miał kilka momentów prawdziwie wzruszających, świadczących o dojrzałości wewnętrznej, pełnych skupienia i szlachetnej powściągliwości. Scena z Janem w zakończeniu aktu IV była już na miarę teatru - w pełnym tego słowa znaczeniu".
L.J. Na drodze do wielkiego dramatu, "Teatr" 1967, nr 10.

I w "Expresie Wieczornym" (04.04.1967): "Drugą dobrą notę dać można Andrzejowi Siedleckiemu, a to za piekielnie trudną scenę na cmentarzu, w której grany przez niego Major rosyjski... cudownie zogromniał w godzinie śmierci" - pisał krytyk.

Otrzymałem dwie propozycje angażu, z Wrocławia i Katowic. Dyrektor z Wrocławia nie oferował służbowego mieszkania, powiedział, że mam robić "chałtury", zarobić i wynająć mieszkanie. Ja "chałtury", a gdzie prawdziwa sztuka?! Tak byliśmy wychowywani! Teatr był dla nas światynią sztuki, o żadnych "chałturach" nie było mowy! Oczywiście wybrałem teatr im. St. Wyspiańskiego w Katowicach, gdzie dyrektor gwarantował mieszkanie, a nie proponował żadnych chałtur. Ten z Wrocławia jednak miał rację - on wiedział, że z głodowej pensji nie można się utrzymać. Ale dla młodego idealisty brzmiało to cynicznie, choć było prawdą.

Fot. Debiut 1967. Niemcy - Peters. Fot. Debiut 1967. Peters w 'Niemcach'.

Debiut 1967. Peters w "Niemcach" L.Kruczkowskiego, reż. A.Szafiański.

Zaczęło się... he... he... dramatycznie! Już trzeciego dnia wbił mi się w oko jakiś ostry pyłek, bo dużo tego latało w powietrzu i skończyło się pogotowiem. Ale co tam! Za to debiut w Teatrze im. St. Wyspiańskiego był udany! Było to zastępstwo i pojechaliśmy ze sztuką do Jugosławii.

Fot. Cyd - narrator.

Narrator, "Cyd" Corneilla

Przez dwa lata coś się pograło, nawet ciekawe role. Ale najbardziej lubiłem rolę kulejącego gangstera Givolę w "Karierze Artura Ui" Brechta. Podobało mi się , że twarz malowałem na zielono, a oczy na brązowo. To było niezwykłe! No i królewicza w "Kopciuszku". Potem wyreżyserowałem program poetycki według poezji Ślęzaka w Klubie Aktora, następnie poezje Majakowskiego z muzyką Michała Banasika. A żeby było wesoło i aby jakoś przeżyć założyłem kabarecik w spółdzielni mieszkaniowej. I oto znany reżyser, którego byłem asystentem w telewizji, a reżyserował właśnie sztukę Niemcy, w której debiutowałem, pyta "czy nie chcesz do stolicy" i daje mi rekomendacje do Warszawy. I teatralna przygoda po dwóch latach "fedrowania" na Śląsku zaczyna się w Teatrze Polskim, wypełniając jakby niechcący credo rektora Jana Kreczmara, że aktor musi zdobywać szlify na prowincji, a jeśli zdolny, to może mu się uda przenieść do stolicy.

W Polskim znów duża rola, poszło świetnie, ale niestety zastępstwo i znowu udało mi się he... he... he... niechcący uciec od krytyków. Ale następnym razem już się nie udało... he... he... I jak na ironię, po niemej roli Janka w "Wesołych kumoszkach z Windsoru" Szekspira znakomity krytyk Wojciech Natanson pisze w Stolicy (nr.14/15, 1971r.): "Nawet w przelotnych scenkach błyszczy młody aktor, Andrzej Siedlecki".
Oprócz teatru robiło się także jakieś telewizje, jakieś audycje radiowe, czytanie poezji, programy szkolne, z którymi jeździło się po szkołach, czy programy poezji dla Muzeum Etnograficznego z okazji jakiejś wystawy. A jak chciałem powiedzieć coś od siebie, to przygotowałem monodram i jeździłem z nim po Polsce. To były wspaniałe spotkania z młodzieżą.

Fot. A.Siedlecki w 'Mój przyjaciel pet'. Dyplom Uznania za osiągnięcia aktorskie w Teatrze Telewizji - 1978. Dyplom Honorowy za popularyzację kultury i sztuki -1979.

W monodramie I. Kusana, "Mój przyjaciel Pet".

W 1978 roku otrzymałem Dyplom Uznania za osiągnięcia aktorskie w Teatrze Telewizji. W czasie wolnym od zajęć zajmowałem się także dziennikarstwem, pisząc o sztuce, teatrze i filmie, a za popularyzację kultury i sztuki otrzymałem Dyplom Honorowy z Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Aż przyszła przygoda ze słynnym Teatrem Studio-Galeria Józefa Szajny w Warszawie. Znów zastępstwa i duże role - w "Śmierci na gruszy" i w światowo słynnej "Replice", z którą odbyliśmy francuskie tournee, grając także w "Theatre Espace", prywatnym teatrze Pierre'a Cardin. Szajna wybrał mnie też do tytułowej roli w "Majakowskim". Lubiłem swoją rolę, ale największym jednak przeżyciem była dla mnie rola w "Replice". W każdym przedstawieniu miałem wrażenie jakbym doznawał katharsis. Mocne przeżycie artystyczne i oczyszczenie!

Fot. Scena z Repliki Jóżefa Szajny. "Replika" Józefa Szajny


Powiem Ci, że w tym zawodzie najbardziej nie lubię czekania na rolę, jest dla mnie w tym coś poniżającego, ta zależność od kogoś, od rzeczywistości, której nie możesz według swojej woli kształtować. Wtedy wybierasz rzeczywistość, którą możesz formować i masz na nią wpływ. Tak też robiłem i z przyjemnością zmieniałem pole działania. Nie czekałem. Wiedziałem, że w ten sposób przeciwstawiam się też rutynie i tak jest dobrze.



Fot. Hamlet - spektakl w Zamościu. Fot. Hamlet (klęczący) - spektakl w Zamościu. Fot. Diabelska góra - scena zbiorowa.

Z przyjemnością współpracowałem z Teatrem Ochoty Machulskich, gdzie w przeciwieństwie do Teatru Szajny, gimnastykowałem się w repertuarze realistycznym.


Klaudiusz, "Hamlet", reż J. Machulski, Zamość.

"Diabelska Góra", reż. H. Machulska.


Fot. Krogstadt, Nora w reż. Jana Englerta. Fot. Akropolis - scena zbiorowa. Fot. Akropolis - A.Siedlecki.

Zaciekawiony od dawna teatrem Grotowskiego wdałem się w przygodę z Teatrem Nurt stworzonym przez kolegę z jego zespołu. Lubiłem fizyczność naszego przedstawienia i poczucie, że coś robimy innego, niż w tradycyjnym teatrze.
Jednocześnie byłem obecny w radio i TV, ale nie były to najciekawsze przygody artystyczne. Szukałem inspiracji i wziąwszy urlop z Teatru Studio udałem się do USA, po nową przygodę.

Krogstadt, "Nora", reż. Jan Englert.

Teatr Nurt "Akropolis", S.Wyspiański, koncept Cz. Wojtała.

Strzałka w lewo. Strzałka w prawo.
Copyright Andrzej Siedlecki, Sydney. Ostatnia modyfikacja: 2015-09-10
Wykorzystano fotografie teatralne, których autorami są: E. Ciołek, A. Kiziukiewicz, T. Zagoździński, Z. Rytka, Z. Nasierowska, J. Gerle, J. Lipka, D. Bilska, F. Myszkowski, P. Barącz, S. Gadomski.